kiedy jeden z partnerów jest bardzo mono

był u mnie F.

F. mój były-nadal-coś-dziwnego-miłość-partner-coś

u F. się parę tygodni temu niesamowicie coś odblokowało

kontakt był stały i zawsze, miłość była stała i zawsze, ale faktyczna komunikacja praktycznie zanikła (no bo ileż można odbijać się od ściany)

kiedy się odblokowało to z siłą huraganu

maile, telefony i wreszcie przyjazd

F. wie, że jestem otwartą solopoli, że są i będą inni ludzie, których będę kochać, z którymi będę w związku, zdecydował się zaakceptować ten fakt, bo bycie ze mną jest ważniejsze niż bycie mono

ALE

nie nazwie naszego związku związkiem  (w tym akurat kryją się duuuuużo głębsze sprawy niż tylko kwestia mono-poli)

nie chce wiedzieć NIC na temat innych relacji

nawet czy w jakiejś obecnie jestem

dbamy o bezpieczeństwo w seksie, jest 100% zaufania, więcej nic nie musimy wiedzieć

ja wiem, że poza mną nie ma (i prawdopodobnie nie będzie) nikogo innego

trochę mnie to uwiera, bo boję się odpowiedzialności, ale znając naszą historię i to jakie mamy priorytety, to jest to jak najbardziej coś do przepracowania i ogarnięcia

i tutaj Kot… Kot, który o mojej dziwnej relacji i głębokiej miłości do F. i z F. wiedział na bieżąco, ale który jednak nie doświadczył wcześniej 100% metamourstwa (relacja z partnerem/ką partnera/ki), bo F. był trochę jak duch jaki złoty

Kot, który jest najcudowniejszym, stałym, przekochanym, przenajlepszym na świecie partnerem

który nie tylko nie strzelił focha, że mnie nie ma w sieci i nie ma skajpów, i generalnie rude mniej dostępne (bardzo dużo mniej), ale faktycznie ucieszył się, że z F. jest dobrze (wie, jak to dla mnie ważne), który kompersyjnie (kompersja: szczęscie ze szczęscia partnera z metamourem) powiedział, że widać na zdjęciach żem szczęśliwa i że to taka radość dla niego, taką mnie widzieć, że oj i generalnie zrobił mi z serca jajko na miękko a  z duszy kaczuszkę puchatą, tak bardzo jest niesamowity i naj

no i powiem wam, że ja to mam szczęście w życiu do dziwnych i trudnych i przecudownych partnerów ( chyba tylko mój ex M. był/jest w miarę normalny )

F. zatroszczył się o mnie tak bardzo i mocno

ja o niego też

każde w swoim języku miłości

każde tak bardzo spragnione języka tego drugiego

( jakby ktoś chciał więcej poczytać o językach miłości to tutaj )

było przepięknie

za 10 dni do Kota

i też będzie przepięknie

🙂

i jeszcze dodam: dla osoby poli bycie z kimś mono może być wyzwaniem (zwłaszcza dla tych “gniazdujących”, czyli tworzących razem gospodarstwo domowe), ale jeśli jest miłość i komunikacja, to da się!

 

 

Advertisements

powtórka z rozrywki

czyli notka co już kiedyś była, ale za cholerę nie mogę jej znaleźć, więc dziabnę temat na nowo

jaki temat?

ano temat ciałopozytywnego romansowania :p

bo we rozmowie z super fajną kobietką pojawiło się zdanie, które i ja powtarzałam niejednokrotnie “on chyba woli chude”

no cóż

ja wolę długowłosych na głowie a gładkich na ciele (Kot jest wręcz przeciwnie)

wolę młodszych od siebie (PanHarmonijka jest osiem lat starszy)

wolę wysokich a przynajmniej wyższych niż ja (Wołodyjowski… no coż, przezwisko mówi samo za siebie)

wolę manic pixie girl (Hanna o urodzie wręcz słowiańskiej i dorodna)

a ty co wolisz? i jak to się ma do tego z kim faktycznie ci “klika” i z kim lądujesz w łóżku?

bo ja wiem co mnie kręci i co chcę, żeby kręciło moich potencjalnych partnerów: CZŁOWIEK

kręci mnie talent, inteligencja, energia, pasja, charyzma, poczucie humoru

owszem, wygląd też

może zachęcić, może zniechęcić (nie znoszę brodziszcz, nie przepadam z “amerykańską” otyłością)

ale tak naprawdę, jeśli jest błysk w oku, to jest

może ktoś woli chude, blond, azjatki whatever

może

ale też może we mnie kręci go coś innego: JA

i jedno jedyne, co jest chyba najważniejsze: ja jako JA a nie jako ktoś, kim chciałabym być, albo jeszcze gorzej kim wyobrażam sobie, że ktoś chciałby, żebym była

kiedy czuję się dobrze ze sobą, kiedy czuję się dobrze we własnej skórze a najbardziej, kiedy robię coś, co lubię, wtedy widzę jak mężczyźni i kobiety na to reagują

kiedy tańczę, kiedy łażę po plaży, kiedy mnie “roznosi”, kiedy jestem szczęśliwa, kiedy jestem radosna-to przyciąga

ale też kiedy jestem smutna, kiedy coś mnie boli, kiedy jestem PRAWDZIWA

i nie robię niczego na pokaz, tylko po prostu jestem sobą i siebie taką, jaką jestem akceptuję

dlatego w depresji jestem kompletnie niewidzialna w sensie atrakcyjności

bo się czuję ujowo w swoim ciele, ze sobą, z tym kim jestem

bo chciałabym NIE BYĆ, zniknąć

więc znikam

i jeszcze  (ważne!) jeśli ktoś do kogo czuję miętę nie czuje jej do mnie, to NIE BIORĘ TEGO DO SIEBIE, nie myślę: bo woli chude, bo jestem nie taka, bo mam za małe/za duże cycki

po prostu nie czuje i tyle, bywa, ja też nie lecę na każdego, kto leci na mnie (zazwyczaj nie lecę!)

PanuHarmonijce jakby kto wtyczkę w tyłek wetknął i 10000W żarówkę podłączył, tak świeci jak szaleję na parkiecie

ale nie robi nic w moją stronę, więc zakładam, że nie jest zainteresowany, po prostu świecimy sobie nawzajem-on grając, ja tańcząc i to wystarcza

będzie seks z tego? super
nie będzie? też super, bo co poszaleję do jego muzyki, to moje

nie on to ktoś inny
nie teraz, to następnym razem

najważniejsze: WYLUZOWAĆ

i dobrze się bawić

co zamierzam dziś uskutecznić na koncercie zespołu, w którym gra Basista :p

w “nowej” sukience z charity shopu za trzy euraski

tej oto:

 

 

szczęście

każdy znajduje swoje

każdy ma przepis, który działa tylko dla niego

mój?

czas z przyjaciółmi, najbliższymi

szaleństwo kompletne na parkiecie, aż pot się ze mnie leje, aż ledwo dyszę, ale stopy same niosą mnie dalej, bo muzyka super

długa włóczęga w słońcu na najpiękniejszej plaży sama z psami

kawa

zakochanie

masaże

czerwone wino

piękne filmy

śmiech

to nie musi być wszystko naraz a w każdym razie nie zawsze, ale im więcej tych elementów, tym więcej szczęścia

dziś jestem szczęśliwa

 

45

czyli masz tyle lat na ile się czujesz

(waham się pomiędzy 6 a 82 :p )

śmignęła mi od czterdziestki nie wiedzieć kiedy i już jest 45

oops

świętowałam intensywnie bardzo, a jakże

rozpoczęłam na tydzień i dwa dni przed dniem urodzin świetną pizzą w doskonałym towarzystwie Ulubionej Sąsiadki

29662328_1821209124850375_603276371266453896_o

wpadłam na gig JAB (znośnie) i zahaczyłam o Beekeepers (super!)

29665046_1822222744749013_7909193290724448250_o

IMG_1202

a parę dni później fruuuuuuuuuuuuuuuuu do Kota

u Kota jak to u Kota ❤ ❤ ❤ oceany miłości i czułości

na dzikości byłam zbyt padnięta :p

 

IMG_1472

następnego dnia Kot do pracy a ja po A. na dworzec, przeszłyśmy piechotą pół Wałbrzycha :p
najpierw na starówkę do Złotej Stacji na kawę i desery a potem do domu

rozmowy rozmowy rozmowy

a potem wino i więcej rozmów, i spać!

sobota, wigilia urodzin zaczęła się cudnie a kontynuowała jeszcze lepiej

najpierw wypad do Czech po wino a potem do Sokołowska na spacer z wilkiem i na pychoty

IMG_1533IMG_1549IMG_1567IMG_1623

potem dołączyła Aś, i z dużą ilością wina obejrzeliśmy Thor: Ragnarok ( lovelovelove)

a później już tylko przebrać się w piżamy i do knajpy, gdzie dołączyła Maga i gdzieśmy się przeokropecznie z Kotem nabombali, przyszła północ i tadaaaaam skończyłam 45 lat (widać c’nie?)

następnego dnia troszkę głowa dokuczała, ale oj tam oj tam, warto było!
A. pojechała, Kot umierał a ja i Aś poszłyśmy wybiegać wilka

te ślepia!!

IMG_1778

potem Aś pojechała też a niedługo i ja…

w pociąg i do Gdańska

jechałam całą noc, na siedząco, i na to JESTEM za stara, uffffffff

z dworca odebrałą mnie Biologiczna Siostra i poturlałyśmy się do Rodziców, na “nowe”

mieszkanko cudne i ujutne, moja Mamu ma talent do tworzenia ciepłego klimatu

IMG_1810

śniadanie, prysznic, makijaż, sukienka i biegusiem na sesję z poprzedniej notki

a po tejże do Smoczycy CioJa, gdzie lunch i pogaduchy

i znów biegiem na pociąg… i po kolejnych ośmiu godzinach podróży znów w kocich ramionach kompletnie padnięta na pysk

nie dałam się rano dobudzić ani psu ani Kotu, pojechał do pracy a ja odsypiałam wojaże
kiedy się wreszcie zwlokłam to spokojny spacer z wilkiem, to i owo, czekanie na mężczyznę mego ukochanego niejedynego 😀 ❤

zrobił obiad, ugłaskał, Last Jedi i jeszcze nieco czeskiego wina (boszszsz jaki to jest niebezpieczny trunek!)

nadal byłam zdechła więc bez szaleństw, ale cudnie, słodko, kochanie i mrrrmrrrmrrr

w środę wreszcie odżyłam, ogarnęłam trochę gary ( z własnej i nieprzymuszonej woli, to jest MIŁOŚĆ :p ) a tu niespodzianka: Kotu udało się wyjść wcześniej z pracy i mieliśmy jeszzcze pół dnia dla siebie
no to oczywiście musiało być Szczawno Zdrój! konisie, lody, i jabłeczmik dla Kota, i kawa…

IMG_2710

a potem Kocia chata i dzikości, i ahhhh pożegnalne, i za mało za mało za mało, i jakby te parę lat nam wcale nie śmignęło tylko właśnie się zaczęło, wzdech

i znów drodze, opóźniony samolot, hostel o drugiej w nocy a o siódmej pobudka, śniadanie i w drogę do Belfastu na kolorowanie Nułki

DSC_1649

i znów autobus, i wreszcie domek!

a nastęnego dnia na zakończenie dwutygodniowych obchodów (od piątku do piątku) impreza wydawnicza debiutanckiego zbiorku poezji (pięknej, subtelnej i głębokiej)

robiłam za nieoficjalną fotografkę, było ciekawie, ale też byłam fizycznie wykończona, więc pod koniec imprezy ledwo utrzymywałam oczy otwarte… ratowała mnie deska serów i winogrona 😉

1

i to na razie na tyle

45 fajne jest

czuję bardzo intensywnie czego potrzebuję, czego chcę, na co się zgodzę a na co absolutnie nie

to ważne

to dobre

pięknie jest 😀

IMG_2327

 

 

 

 

 

 

kici kici miau miau miau

czyli sesja zdjęciowa w Kotka Cafe w Gdańsku Oliwie

szczęściara 😀

rzadko biorę udział w konkursach na fb, ale kiedy moja ulubiona Kocia Kawiarnia ogłosiła nagrodę w postaci sesji zdjęciowej z kotami, oczywiście, że wzięłam udział, absolutnie nie licząc na wygraną

Julian Pan Wszechświata losował szczęśliwca swą łaskawą łapką

Julian losuje

i wygrałam! było przepięknie, wesoło, Szaman sprał mnie po łbie zaraz po tym jak robiliśmy “noski”, kociambry współpracowały jak to kociambry (czyli NIE), ale i tak Galina uchwyciła kilka cudeniek 🙂

oto efekty:

troszkę spóźniona

notka “piórkowa”

bo wpadłam do fryzjera trochę to moje pierze uporządkować

odrasta!

przed fryzjerem:

 

po fryzjerze:

jest dobrze

nie straciłam jeszcze cierpliwości CAŁKIEM 😉

szlag

w ramach ciałopozytywności jednak dieta i utrata wagi muszą się pojawić

ale, że JAK TO? że skoro akceptuję swoje ciało jakie jest, kocham siebie w tymże i generalnie jestem piękna (bo jestem :p ), to czemu?

i co to ma wspólnego z ciałopozytywnością?

ano to, że mam duże nadciśnienie

od lat miałam “granicznie” za wysokie, albo w górnej normie, albo lekuchno podniesione

niestety od jakiegoś czasu czułam (bo znam swoje ciało wystarczająco dobrze), że ciśnienie poszło pod sufit

niestety również tak długo, jak się dało,ignorowałam ten fakt :p

ale jako, że Piękny ma ciśnieniomierz, to go jednak poprosiłam o zmierzenie tegoż no i jest GRUBO ponad normę

na pewno do lekarza muszę, ale też wiem, że przy nadciśnieniu ogromne znaczenie ma sposób odżywiania a otyłość czy nawet nadwaga mają zasadniczy wpływ na ten element zdrowotny

ciałopozytywność, to nie tylko akceptacja ciała jakie jest, ciałopozytywność to także dbanie o to ciało najlepiej jak to tylko możliwe, w tym przypadku oznacza to zmianę diety i schudnięcie

świadome i z miłością, bez głodówek i katowania się

bez dowalania sobie psychicznego

mądrze

kawę już ograniczyłam do jednego kubka dziennie 😦 (rozpacz)

wprowadzam też powoli inne zmiany

trzeba to trzeba

wolałabym nie zejść na zawał czy wylew w wieku 45 lat :p

cóż…

trzymajcie łapy